| ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
| Auto Moto giełda '\' medale i banknoty '\' warszawa remonty '\' |
| Cykliści / Archiwum - rowery 2008 / Po prostu temat |
| << 1 .... 9 . 10 . 11 . 12 . 13 . 14 . 15 . 16 . 17 . 18 . 19 . 20 . 21 . 22 . 23 . 24 .... 49 . 50 . >> |
| Autor | Wiadomość |
| Niewe
|
Posted: 20 Paź 2008 18:02:11 Ja ze swojej strony polecam chyba dość dobrze tu znany bar w Roztoce w
środku Puszczy Kampinoskiej - bardzo dobre, domowe jedzenie, piwko z beczki i miłe panie za ladą :) Hmm nie wiem co napisać. Może ujmę to tak: O Kurwa! Udało Ci się w Roztoce zostać miło obsłużonym ???!!!!!1111jedenjeden |
| cynamoon
|
Posted: 21 Paź 2008 14:02:52 Hmm nie wiem co napisać. Może ujmę to tak: O Kurwa! Udało Ci się w Roztoce zostać miło obsłużonym ???!!!!!1111jedenjeden mi się to udaje gdy tam sam przyjadę... ale gdy tam wpadam z kolegami atmosfera się z lekka "napina".... może po prostu tłumu nie lubią? głośnych rechotów i glupawych tekstów ? Marek |
| rolins
|
Posted: 27 Paź 2008 20:54:54 Kiedyś był tu temat o najwyżej położonych miejscach do których można dotrzeć na rowerze. Otóż miałem ostatnio okazję przekonać się na własnej skórze że na sam szczyt Kilimandżaro (5895 m.n.p.m) wjechać się nie da bez wnoszenia roweru... ale mnie się udało dotrzeć na 5105 m.n.p.m. Wprawdzie jechałem na nietypowym rowerze który w pewnych okolicznościach był lepszy niż tradycyjny ale w niektórych dużo gorszy. Mogę jednak zdecydowanie powiedzieć że na zwykłym, na sam szczyt się nie da wjechać. Krótki opis jak wyglądał sam podjazd: Pierwszy dzień wejścia. Etap pierwszy to w większości bajeczka. Początkowo idzie się asfaltem, który następnie zmienia się w drogę leśną , a następnie w kamienistą ścieżkę. Trudności przysparzał jedynie ostatni odcinek (ok. 1/3 drogi) który był bardzo kamienistą, nierówną ścieżką, z poprzecznymi, głębokimi rowami odwadniającymi. W naszym przypadku dodatkową trudnością było to że ze względu na naprawę rowerów wyruszyliśmy po godzinie 15:00 więc większość drogi szliśmy w ciemnościach. Etap pierwszy to ok. 1000m przewyższenia i ok. 8 km długości. Startowaliśmy z wysokości ok. 1700m.n.p.m z Marangu Gate i dotarliśmy do bazy Mandara Hut na wysokości 2700. Zapis przewyższenia włączyłem dość późno dlatego nie jest on pełny. Przewyższenie - pierwszy dzień http://images34.fotosik.pl/380/0c1e41bd9e286c36.jpg Drugi dzień wejścia. Moim zdaniem i z punktu widzenia poruszania się pojazdem na kołach , był to najtrudniejszy etap wspinaczki (pomijając atak na szczyt). Wprawdzie przewyższenie było również na poziomie 1000m ale droga liczyła prawie 12 km i wiodła w bardzo trudnym terenie. Początkowo przez błotnistą dżunglę aż do granicy lasu, gdzie ścieżka zmieniła się w bardzo nierówną, kamienistą, skalną i trawersującą ścieżkę po której było naprawdę trudno poruszać się na rowerze. Szlak momentami przypominał wejście przez Biały Jar na Śnieżkę tylko z dużo większymi głazami. Dojechałem na wysokość ok. 3500m.n.p.m uszkadzając na skałach, układ kierowniczy , co spowodowało bardzo utrudnione poruszanie. Przez ostatnie 200m przewyższenia, niestety była już potrzebna pomoc , głównie ze względu na trudności z kierowaniem. W obozie Horombo Hut na wysokości 3720 m n.p.m spędziliśmy jeden cały dzień. Powoli dochodząc do siebie , naprawiając sprzęt oraz lecząc rany po dwóch "bokach" jakie zrobiłem na trasie. Przewyższenie - drugi dzień http://images45.fotosik.pl/19/ade6ecdf87212bfe.jpg Trzeci dzień wejścia. Etap początkowo również bardzo trudny. Bardzo duże przewyższenie na dość krótkim odcinku składającym się głównie z kamieni potrafił nieźle dać w kość. Natomiast w pewnym momencie ścieżka stała się dużo mniej stroma, łagodna, szeroka i równa. Ten etap był bardzo przyjemny ze względu na to że większość drogi prowadziła właśnie w takim terenie. Znikła roślinność , odsłoniło się Kili oraz Mawenzi (druga erupcja po kili. Mawenzi wypiętrzyło się na 5000m.n.p.m). Krajobraz stał się bardzo księżycowy, wysokogórski. W ten sposób dotarliśmy do Kibo Hut na wysokości 4703 m n.p.m. W Kibo byliśmy ok. godziny 14:00 ale mimo to wszyscy szybko położyliśmy się spać ponieważ atak szczytowy miał rozpocząć się o godzinie 23:00. W rezultacie ruszyliśmy o godzinie 0:30 i już na początku okazało się że nie będzie łatwo. Bardzo mozolnie jechałem do góry, co chwilę zapadając się w piachu (a właściwie wulkanicznym piargu). Ludzie którzy szli do góry robili 3 kroki do przodu ale zjeżdżali 2 do tyłu więc problem mieli wszyscy. Po kilku godzinach tej nierównej walki dotarłem do wysokości 5100m.n.p.m do punktu kontrolnego Williams Point i widząc jak zwiększa się stromizna i piarg staje się bardziej sypki , z wielkim bólem musiałem zadecydować że w tym miejscu , tego dnia będzie koniec podróży... Przewyższenie - trzeci dzień http://images47.fotosik.pl/20/80867a50ff753469.jpg ATAK SZCZYTOWY http://images26.fotosik.pl/284/c6a93555499352ba.jpg Naprawdę trudnym momentem była konieczność podjęcia decyzji o powrocie ale biorąc pod uwagę warunki tamtego dnia, nasz sposób ataku szczytowego, sprzęt jakim dysponowaliśmy i obstawę, w tamten dzień nie było możliwości podjąć innej decyzji. Udało się wejść na górę Kilimandżaro, nie udało się tylko osiągnąć szczytu. Nie należę do ludzi którzy się łatwo poddają więc uwierzcie mi że jeśli teraz mówię że się nie dało to się po prostu nie dało. W dalszym ciągu jednak uważam że wejście na szczyt jest możliwe ale inną drogą lub tą samą ale z noclegiem w namiotach pomiędzy Kibo Hut a szczytem, w mniejszej grupie i z trochę zmodyfikowanym sprzętem. Ta góra mi nigdzie nie ucieknie , dlatego za jakiś czas spróbuję znowu... Jestem bardzo zadowolony ze swojego roweru, przez całą wyprawę spisywał się świetnie i ani razu mnie nie zawiódł. Zejście - pierwszy dzień http://images31.fotosik.pl/380/d315c2c9e9cdd0bd.jpg Zejście - drugi dzień http://images33.fotosik.pl/385/b9245bdf9135bd92.jpg GALERIA ZDJĘĆ Z WYPRAWY http://picasaweb.google.pl/rolins1/KilimandAro2008# Więcej informacji znajdziecie na: http://www.sport-on.com/ |
| Zygmunt M. Zarzecki
|
Posted: 27 Paź 2008 21:13:36 Szacun, wielki szacun! zyga |
| biodarek
|
Posted: 27 Paź 2008 21:18:20 rolins: Kiedyś był tu temat o najwyżej położonych miejscach do których można
dotrzeć na rowerze. Otóż miałem ostatnio okazję przekonać się na własnej skórze że na sam szczyt Kilimandżaro (5895 m.n.p.m) wjechać się nie da bez wnoszenia roweru... ale mnie się udało dotrzeć na 5105 m.n.p.m. Śledziłem informacje medialne o tej wyprawie i... trochę mnie to dziwiło, że tutaj, na grupie, nikt nie pisze o NASZYM rolinsie. Może sam powinienem... Na szczęście napisałeś :-) Co Ci tu napisać - nie należysz do ludzi, którzy się łatwo poddają :-) Brakuje słów... to jest piękne... dziękuję. |
| mari
|
Posted: 28 Paź 2008 07:18:39 serdeczne gratulacje! BTW: w jakis sposob opracowales profile przewyzszen? excel czy cos specjalizowanego? pozdrawiam mari |
| Wojtek
|
Posted: 28 Paź 2008 07:50:05 serdeczne gratulacje!
BTW: w jakis sposob opracowales profile przewyzszen? excel czy cos specjalizowanego? na moje oko to soft polara ;) |
| Wojtek
|
Posted: 28 Paź 2008 07:52:20 Otóż miałem ostatnio okazję przekonać się na własnej
skórze że na sam szczyt Kilimandżaro (5895 m.n.p.m) wjechać się nie da bez wnoszenia roweru... ale mnie się udało dotrzeć na 5105 m.n.p.m. GRATULUJę! Wyprawa przednia, wyczyn niewątpliwy! |
| rolins
|
Posted: 28 Paź 2008 10:11:23 BTW: w jakis sposob opracowales profile przewyzszen? excel czy cos
specjalizowanego? To jest soft dołączony do monitora serca firmy Polar. Na wykresie można przedstawić też wiele innych danych. |
| rolins
|
Posted: 28 Paź 2008 10:13:27 Śledziłem informacje medialne o tej wyprawie i...
trochę mnie to dziwiło, że tutaj, na grupie, nikt nie pisze o NASZYM rolinsie. Może sam powinienem... Na szczęście napisałeś :-) Co Ci tu napisać - nie należysz do ludzi, którzy się łatwo poddają :-) Brakuje słów... to jest piękne... dziękuję. Żałuje tylko że nie zrobiłem tego tak jak planowałem pierwotnie - czyli w pojedynkę. Ale to inna historia. Mój rower znalazł już nowego właściciela , góralkę z Zakopanego i myślę że będziemy o niej kiedyś czytać w gazetach ;) Pozdro! |
| rolins
|
Posted: 28 Paź 2008 22:10:12 Film z prezentacją zdjęć z tej wyprawy http://pl.youtube.com/watch?v=d2WQ_9W5CDU |
| Łukasz Mączka
|
Posted: 29 Paź 2008 11:11:54 [ciach]
Respekt! |
| rolins
|
Posted: 31 Paź 2008 14:04:24 oni mierza chinskimi podrobami hinduskich dzipiesow :)
a na pomiary jeżdżą Jeep`ami firmy Tata |
| Raist
|
Posted: 6 Lis 2008 13:07:03 wiadomości A tak przy okazji, sama jechałam niedawno na pocztę z frytkownicą
ja ostatnio kupiłem komputer i wiozłem go rowerem do domu w ten sposób, że: karton między nogami oparty na rurze ramy, nogi szeroko w kolanach ale dawały radę kręcić pedałami, dało się też sięgnąc rękami do kierownicy w międzyczasie kilka minut rozmawiałem przez telefon jadą rowerem koło jeziora Malta do tego dwa kartony : 1 z pierdołami od płyty głównej i 2 od obudowy dysku zewnętrznego USB - zapakowane w torbę na ramię odległość 11km, bezkolizyjnie, tylko około 1 km chodnikiem a reszta alejkami i ścieżkami rowerowymi teraz w niedzielę wiozłem regał Billy z Ikei 40x28x202, waga około 22kg, plus pod kurtką (nie wziąłem żadnej torby): lampka na biurko, oddzielnie żarówka i update Wiedźmina ;) swego czasu robiłem większe zakupy w Ikei i tez wiozłem podobny regał, plus płyta na półkę długości 2,70m plus podtrzymująca to panna na bagazniku to wszystko na odległość 3,5km bezkolizyjnymi ścieżkami na obrzeżach Poznania kilka razy taki set: młody 9 lat na bagazniku, panna na siodełku a ja na stojąco i ten system awaryjnie też daje radę :) mam też inne patenty, ale te są już raczej nieetyczne ;) Raist |
| Zygmunt M. Zarzecki
|
Posted: 6 Lis 2008 19:18:30 A tak przy okazji, sama jechałam niedawno na pocztę z frytkownicą
ja ostatnio kupiłem komputer i wiozłem go rowerem do domu w ten sposób, że: karton między nogami oparty na rurze ramy, nogi szeroko w kolanach ale Phi! Ja wiozłem komputer mając go pod kurtką! Tak! I nie był to laptop! Oparty na płycie VIA, w drewnianej obudowie o wielkości encyklopedii jednotomowj. zyga |
| szaman
|
Posted: 6 Lis 2008 21:48:24 KRZACZORY Zmień sobie proszę kodowanie na ISO 8859-2, bo niestety widzę miast tekstu niemal same krzaczory... pozdrawiam, szaman p.s. w razie potrzeby służę pomocą:) |
| Dariusz K. Ładziak
|
Posted: 7 Lis 2008 01:57:06 Użytkownik Raist napisał: mam też inne patenty, ale te są już raczej nieetyczne ;)
Znaczy autostopowiczkę damką na ramie??? |
| kenubi
|
Posted: 7 Lis 2008 10:46:24 A tak przy okazji, sama jechałam niedawno na pocztę z frytkownicą ja ostatnio kupiłem komputer i wiozłem go rowerem do domu w ten sposób, że: karton między nogami oparty na rurze ramy, nogi szeroko w kolanach ale Phi! Ja wiozłem komputer mając go pod kurtką! Komuś go podprowadziłeś ? ;) |
| Paweł Suwiński
|
Posted: 17 Lis 2008 19:55:37 Dnia pon, 17 lis 2008 tako rzecze biodarek: A ja żyję :). I używam od kilku lat codziennie... ale na noc, by
spokojnie przespać bez zatykania się nosa (boje się prostowania przegrody ;). Jakieś spotkanie anonimowych kropelkowiczów? Nie może mnie zabraknąć :-) Hehe. Mam na imię Darek i też nadużywałem kropli do nosa. Bałem się prostowania
przegrody. Dzięki kroplom mogłem przespać spokojnie noc. Ale dopiero po zabiegu poczułem prawdziwy przeciąg w nozdrzach a świat zapachów, oraz smaków (bo to powiązane), radykalnie się poszerzył :-) Tyle to wiem. Jeszcze tylko strachy na lachy :). Może jak zrobię drugie kolano to już będę gotów (?). Generalnie ja taki mało współpracujący jestem podczas zabiegów medycznych, w których używa się skalpla i igiegł, a dłuta to już w ogóle. A podobno przy przegrodzie trzeba przynajmniej przytomnym pozostawać ;). A krople fuj! Aaaa... za pieniądze wydawane na krople też da się coś
zanabyć - choćby batony na rower. Wydatek to akurat kropla... xylometazolin w postaci "krople xylometazolin poproszę" kosztuje grosze. Ale jakieś bajery z reklamy telewizyjnej to rzeczywiście mogą kosztować. Marketing jest drogi. |
| Paweł Suwiński
|
Posted: 19 Lis 2008 17:46:08 Dnia śro, 19 lis 2008 tako rzecze pokrec: To pzostają środki zmniejszające wysięk. Mnóstwo jest opartych na
xylometazolinie. Alternatywą mogą być tabletki akatar. NIEEEEEEEEEE!!!!!!! Ja szczerze odradzam. Kiedys mialem problem z zatykajacym sie nosem (jakis katar, czy inne swinstwo przejsciowe, ale nie dawalo mi to spac w nocy). No to dawaj, xylometazolin, thymazen, takie tam krople. Spac moglem, ale skonczylo sie to tym, ze po tygodniu mialem nos zatkany permanentnie, w dzien, w nocy, cokolwiek nie robilem. No to dawaj - kropelki - pomagalo na pare godzin i znowu. Lekarz, jeden, drugi, RTG zatok - zaden mi nie powiedzial jasno i wyraznie zebym odstawil przeczytalem, ze moja objawy to bylo powiklanie pokropelkowe. Tzw. katar kroplowy. E, mały staż miałeś z tymi kroplami. Ja biorę od dwóch lat po dwie na noc, bo mi się nos zatykał z powodu krzywej przegrody i oddychałem ustami. W dzień, "w pionie", mi się nie zatyka, a lekki katar generalnie mam od dziecka. Jedyne rozwiązanie to wyprostowanie przegrody. I ze jedyna metoda wyleczenia jest odstawienie kropli i oddychanie
przez usta. Leczylem sie z tego syfu chyba miesiac meczac sie i oddychajac przez usta. I tak źle i tak niedobrze. Oddychanie przez usta, szczególnie nocą, jest jeszcze gorsze niż permamenty katar. Duża podatność na infekcje. Oddychając przez usta często chorowałem. Pobudka z bólem gardła raz na jakiś czas to był standard. I długo trwało chorowanie i rekonwalescencja. Odkąd zacząłem używać kropli częstość chorowania spadła do 1/5 tego co było przedtem. Szybciej też zdrowieje i lżejsze są ewentualne infekcje jak już są. Pewnie skończy się wyprostowaniem przegrody i odstawieniem kropelek, ale wszystko w swoim czasie... Natomiast co nie znaczy, że wątkodawca powinien wziąć się za kropelki. O tym już napisałem wcześniej. Okularo-google na oczy plus strzelanie z dwururki i smarkanie w rękawicę wystarczy. |
| click
|
Posted: 20 Lis 2008 08:52:22 E, mały staż miałeś z tymi kroplami. Ja biorę od dwóch lat po
dwie na noc, bo mi się nos zatykał z powodu krzywej przegrody i oddychałem ustami. drogi Pawle badz laskaw zauwazyc, ze poniekad twoje wypowiedzi o dlugim stazu w przyjmowaniu xylometazoliny, moga stanowic przyklad leczenia "weltszmercu" poprzez przyjmowanie 0,7 l. 40% alkoholu dziennie owszem pomaga zniesc ( w sensie wytrzymac) "bol istnienia", ale go nie znosi (w sensie likwiduje), a dodatkowo mozna sie od lekarstwa uzaleznic i umrzec na marskosc watroby |
| Paweł Suwiński
|
Posted: 20 Lis 2008 09:34:44 Dnia czw, 20 lis 2008 tako rzecze click: E, mały staż miałeś z tymi kroplami. Ja biorę od dwóch lat po
dwie na noc, bo mi się nos zatykał z powodu krzywej przegrody i oddychałem ustami. drogi Pawle badz laskaw zauwazyc, ze poniekad twoje wypowiedzi o dlugim stazu w przyjmowaniu xylometazoliny, moga stanowic przyklad leczenia "weltszmercu" poprzez przyjmowanie 0,7 l. 40% alkoholu dziennie To w takim razie drogi clicku bądź łaskaw zauważyć, że moje wypowiedzi na ten temat mają raczej za zadanie wprowadzić trochę równowagi - niejako na drugą nóżkę do tych dramatycznych wypowiedzi o tym, że "nie bo zgon" itd. Wcale nie zachęcałem do używania tych kropli w tym przypadku. Chciałem tylko pokazać, że są przypadki gdy pomagają i nie czynią krzywdy. Trzeba umieć lek stosować (lekarza mam w domu). I lepiej to wytłumaczyć niż siać panikę i posługiwać się podejściem zero jedynkowym. |
| click
|
Posted: 20 Lis 2008 09:45:21 Trzeba umieć lek stosować (lekarza mam w domu). I
lepiej to wytłumaczyć niż siać panikę i posługiwać się podejściem zero jedynkowym. no wlasnie |
| Korban
|
Posted: 20 Lis 2008 10:43:31 -------------------- V.5. Jak przekonać płeć piękną, że rower też jest pięknym sportem? {Olek:} Przepis: 1. Postaraj się o naprawdę wygodny rower dla niewiasty (może możesz od kogoś wypożyczyć?). Zadbaj od wygodne siodełko i nie za dużą ramę. 2. Przygotuj ładną i niezbyt trudną trasę, z kilkoma miejscami do wypoczynku z ładnymi widokami. 3. Przygotuj pyszne kanapeczki (w tajemnicy!) i poczęstuj ją nimi w trakcie wypoczynku. Może zmieścisz do plecaka małą serwetkę? 4. W trakcie jazdy nie wyprzedzaj partnerki - nikt nie lubi ciągnąć się w ogonie... Jazda przed niewiastą może być czasem podyktowana chęcią osłonięcia jej od wiatru (jak już wieje prosto w twarz). Więc czasem dobrze jest niewiastę wyprzedzić. 5. Zakończ niezbyt późno, ale koniecznie w ładnym miejscu - pamiętaj,
że kobieta z reguły jest bardziej wrażliwa na całokształt doznań - jeżeli będzie się czuła odstresowana i ukontentowana pod względem estetycznym, to wycieczkę będzie mile wspominać. Na "sportowe" dokonania przyjdzie jeszcze czas. 6. Ekstremalne trasy, w błocie i znoju, mogą skutecznie zniechęcić do takiej formy wypoczynku - na każdego przyjdzie jego czas na szaleństwa (wiem to z doświadczenia :-)). W moim przypadku ekstremalne trasy dla pań w ogóle odpadają po dowolnie długim czasie wspólnego rowerowania, bo: a) są ciężkie np. pchanie roweru pod górę, podjazdy na najniższych przełożeniach po kilka kilometrów. b) niebezpieczne - szybkie zjazdy po wyboistych ścieżkach, lawirowanie między drzewami; przeciętnej rowerzystki tutaj po prostu nie widzę :). Pozdr Mirek |
| piecia aka dracorp
|
Posted: 20 Lis 2008 11:02:36 V.5. Jak przekonać płeć piękną, że rower też jest pięknym sportem?
Raczej kolarstwo ew. inna nazwa. Bo od kiedy narzędzie jest sportem. Może rowerowanie, pedałowanie itp :) Jazda przed niewiastą może być czasem podyktowana chęcią osłonięcia jej
od wiatru (jak już wieje prosto w twarz). Więc czasem dobrze jest niewiastę wyprzedzić. Jak najbardziej. W moim przypadku ekstremalne trasy dla pań w ogóle odpadają po dowolnie
długim czasie wspólnego rowerowania, bo: a) są ciężkie np. pchanie roweru pod górę, podjazdy na najniższych przełożeniach po kilka kilometrów. b) niebezpieczne - szybkie zjazdy po wyboistych ścieżkach, lawirowanie między drzewami; przeciętnej rowerzystki tutaj po prostu nie widzę :). Tak samo jak przeciętnego rowerzystę. |
| Paweł Suwiński
|
Posted: 20 Lis 2008 11:23:54 Dnia czw, 20 lis 2008 tako rzecze Korban: V.5. Jak przekonać płeć piękną, że rower też jest pięknym sportem?
(...) 4. W trakcie jazdy nie wyprzedzaj partnerki - nikt nie lubi ciągnąć się w ogonie... Jazda przed niewiastą może być czasem podyktowana chęcią osłonięcia jej od wiatru (jak już wieje prosto w twarz). Więc czasem dobrze jest niewiastę wyprzedzić. Inne sytuacje to bardziej intensywna nawigacja lub prowadzenie "peletonu" przez ruch miejski. Natomiast jechanie z przodu wymaga wyczucia, by nie narzucać tempa, ale by nadal jechać tempem najwolniejszego - co jest chyba jedyną słuszną taktyką w rekreacji i turystyce. Wyjątkami są sytuacje, że się godzimy na podganianie, by np. zdążyć na pociąg, ale to i tak nikt tego długo nie wytrzyma. Natomiast najgorszym z możliwych zachowań jest pędzenie z przodu, zatrzymywanie się po odjechaniu jakiegoś dystansu (np. na górce), czekanie na wolniejszego i jak ten dojeżdża chcąc pewnie też sobie odpocząć lub wysapać "woolnieej" taki rusza, bo przecież już się nastał/naczekał i odjeżdża zanim ten drugi/druga zdąży się zatrzymać. Wiele razy coś takiego widziałem. Osoba z tyłu - najczęściej kobieta, staje coraz bardziej sfrustrowana i tylko krok dzieli by rzucić rower do rowu i pójść piechotą do domu. Na każdego ściganta i kozaka jest większy kozak. Wystarczy, że ktoś się raz znajdzie w takiej sytuacji na pozycji tego wolniejszego to wie co to znaczy. I to nie tyczy się tylko rowerów, ale generalnie różnej wędrówki, np. pieszej, na nartach, na kanu itp. Polecam bardzo trafny tekst ilustrujący powyższą sytuację: * Milena Moser: "Wycieczka" http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/moser.html :) 5. Zakończ niezbyt późno, ale koniecznie w ładnym miejscu - pamiętaj,
że kobieta z reguły jest bardziej wrażliwa na całokształt doznań - jeżeli będzie się czuła odstresowana i ukontentowana pod względem estetycznym, to wycieczkę będzie mile wspominać. Na "sportowe" dokonania przyjdzie jeszcze czas. 6. Ekstremalne trasy, w błocie i znoju, mogą skutecznie zniechęcić do takiej formy wypoczynku - na każdego przyjdzie jego czas na szaleństwa (wiem to z doświadczenia :-)). W moim przypadku ekstremalne trasy dla pań w ogóle odpadają po dowolnie długim czasie wspólnego rowerowania, bo: a) są ciężkie np. pchanie roweru pod górę, podjazdy na najniższych przełożeniach po kilka kilometrów. Dużo pomaga dbanie o morale. Nie popędzać. Nie być z przodu pokazując że ty możesz. Pod górką najlepiej solidarnie zsiadać i też pchać swój rower. Przecież i tak szybciej jako grupa nie pokonacie tej górki. Można też przy stromych górach wjechać/wepchać swój rower, a potem wrócić i pomóc wpychać jej. Dużo też daje wytłumaczenie, że wycieczka rowerowa to czasami też pchanie roweru, że mamy na to cały dzień, nigdzie się nie spieszy, że to doskonale robi na figurę :) itp. W niektórych przypadkach najlepiej działa to ostatnie :). b) niebezpieczne - szybkie zjazdy po wyboistych ścieżkach, lawirowanie
między drzewami; przeciętnej rowerzystki tutaj po prostu nie widzę :). Trzeba dobrać albo zespół do zadania/trasy albo trasę/zadanie do zespołu. Albo zadaniowo albo relacyjnie. |
| Korban
|
Posted: 20 Lis 2008 11:52:54 Natomiast jechanie z przodu wymaga wyczucia, by nie narzucać tempa, ale by nadal jechać tempem najwolniejszego - co jest chyba jedyną słuszną taktyką w rekreacji i turystyce. Wyjątkami są sytuacje, że się godzimy na podganianie, by np. zdążyć na pociąg, ale to i tak nikt tego długo nie wytrzyma. Natomiast najgorszym z możliwych zachowań jest pędzenie z przodu, zatrzymywanie się po odjechaniu jakiegoś dystansu (np. na górce), czekanie na wolniejszego i jak ten dojeżdża chcąc pewnie też sobie odpocząć lub wysapać "woolnieej" taki rusza, bo przecież już się nastał/naczekał i odjeżdża zanim ten drugi/druga zdąży się zatrzymać. Wiele razy coś takiego widziałem. Osoba z tyłu - najczęściej kobieta, staje coraz bardziej sfrustrowana i tylko krok dzieli by rzucić rower do rowu i pójść piechotą do domu. Na każdego ściganta i kozaka jest większy kozak. Wystarczy, że ktoś się raz znajdzie w takiej sytuacji na pozycji tego wolniejszego to wie co to znaczy. I to nie tyczy się tylko rowerów, ale generalnie różnej wędrówki, np. pieszej, na nartach, na kanu itp. Jak najbardziej się z tym zgadzam. Jak jadę z dziewczyną to jej komfort jest dla mnie sprawą priorytetową. Rywalizację zostawiam na wycieczki w męskim gronie (choć przeważnie jest to i tak bez sensu) :) Dużo pomaga dbanie o morale. Nie popędzać. Nie być z przodu pokazując
że ty możesz. Pod górką najlepiej solidarnie zsiadać i też pchać swój rower. Przecież i tak szybciej jako grupa nie pokonacie tej górki. Można też przy stromych górach wjechać/wepchać swój rower, a potem wrócić i pomóc wpychać jej. Dużo też daje wytłumaczenie, że wycieczka rowerowa to czasami też pchanie roweru, że mamy na to cały dzień, nigdzie się nie spieszy, że to doskonale robi na figurę :) itp. W niektórych przypadkach najlepiej działa to ostatnie :). b) niebezpieczne - szybkie zjazdy po wyboistych ścieżkach, lawirowanie między drzewami; przeciętnej rowerzystki tutaj po prostu nie widzę :). Trzeba dobrać albo zespół do zadania/trasy albo trasę/zadanie do zespołu. Albo zadaniowo albo relacyjnie. Cóż z dziewczyną robi się trasy spokojne o umiarkowanej długości, z możliwością poczynienia skrótów i bez szaleństw w pionie czy terenie. Ekstrema to tylko samemu lub ze znajomymi o podobnej kondycji, chyba że dziewczyna ma zamiłowania i możliwości Mai Włoszczowskiej :)) Pozdr. Mirek |
| biodarek
|
Posted: 20 Lis 2008 17:51:51 Paweł Suwiński: 4. W trakcie jazdy nie wyprzedzaj partnerki - nikt nie lubi ciągnąć się
w ogonie... Jazda przed niewiastą może być czasem podyktowana chęcią osłonięcia jej od wiatru (jak już wieje prosto w twarz). Więc czasem dobrze jest niewiastę wyprzedzić. Inne sytuacje to bardziej intensywna nawigacja lub prowadzenie "peletonu" przez ruch miejski. Także "branie na siebie" wszelkiego zwierza typu pies. |
| Michał Wolff
|
Posted: 20 Lis 2008 19:55:59 Także "branie na siebie" wszelkiego zwierza typu pies.
Brać to sobie możesz. To pies decyduje kogo bierze nie na odwrót, zanim się kapniesz on już zdąży przeprowadzić akcję :)) -- http://www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl |
| Raist
|
Posted: 25 Lis 2008 09:01:08 Całkiem ładny domek :)
heh obejrzalem do konca te galerie i teraz juz widze ile z tym roboty chociaz to pewnie i tak nie pokazuje calego zamieszania dookoła budowy własnego M10 :) a piwniczka to na wino? :) Raist |
| << 1 .... 9 . 10 . 11 . 12 . 13 . 14 . 15 . 16 . 17 . 18 . 19 . 20 . 21 . 22 . 23 . 24 .... 49 . 50 . >> |
|
Rower. kiedyś nazywany welocyped lub bicykl, ta nazwa pochodzi od brytyjskiej firmy Rover,
która pierwotnie produkowała rowery. Rower to pojazd napędzany
siłą mięśni osoby nim kierującej przy pomocy przekładni mechanicznej, wprawianej w ruch (najczęściej) nogami.
Typowy współczesny rower klasyczny jest jednośladem dwukołowym. Ramy roweru wykonuje się ze stali zwykłych lub stopowych, stopów aluminium lub kompozytów. Układ jezdny roweru to koła (zwykle) szprychowe i ogumienie pneumatyczne. Napęd jest przekazywany przez układ napędowy roweru którym zwykle jest przekładnia łańcuchowa i system zmiany przełożeń (przerzutka zewnętrzna, przerzucającą łańcuch na koła łańcuchowe o różnych ilościach zębów lub wewnętrzna, znajdującą się w piaście). Dla nad jednak rower, to coś więcej niż tylko pojazd.. users Czas ładowania strony (sek.): 0.755 miniBB.net © 2001-2010 |Polityka Prywatności militaria ++ virtuti militari ++ zwirek techno ++ sport r-gg
|